Oprócz innych teraz także gospodarczy.
http://www.obywatel.org.pl/index.php?menu=23&msgid=34
Zaostrza się konflikt między USA a Europą Zachodnią również w sprawach gospodarczych. W Paryżu
podczas spotkania przedstawicieli państw G7 (najbogatsze kraje) reprezentanci państw europejskich
ostro zaatakowali plan gospodarczy G.W. Busha, który chce ożywić kulejącą amerykańską gospodarkę
znacznymi zwolnieniami podatkowymi dla najzamożniejszych obywateli.
Rzecz jest o tyle ważna, że w gruncie rzeczy nie dotyczy tylko USA, lecz walki z groźbą światowej
recesji. Wynika to z tego, że amerykańska gospodarka wytwarza około 1/3 światowej produkcji i
odpowiada za ponad 20% światowego eksportu. Stąd decyzje podejmowane w USA mają znaczący wpływ na
resztę świata (przynajmniej w dziedzinie gospodarki). Dalsze spowolnienie ekonomiczne w USA może
zrodzić światową recesję (amerykańska gospodarka straciła w ostatnim okresie ponad 2 miliony miejsc
pracy).
Wim Duisenberg, prezes Europejskiego Banku Centralnego oraz Nikos Christodoulakis, grecki minister,
który przewodniczy unijnym krajom ocenili, że plan Busha zagraża międzynarodowej gospodarce. Wynika
to z wejścia USA w podwójny deficyt (fiskalny i przepływów finansowych). Może mieć to skutek w
postaci wyprzedaży dolarów przez inwestorów, którzy tracą wiarę w amerykańską gospodarkę. W
ostatnich 12 miesiącach dolar stracił w stosunku do euro aż 25 procent swojej wartości. Tak znaczne
osłabienie dolara może wpłynąć na zawirowania w międzynarodowym handlu. Słaby dolar stawia w
trudniejszym położeniu m.in. europejskich eksporterów.
Warto zaznaczyć, że amerykańscy politycy planują u siebie deficyt w kasie państwa, chociaż zwykle
wszystkim innym odradzają to rozwiązanie. Tradycyjnie już działając poprzez Międzynarodowy Fundusz
Walutowy, amerykański Departament Stanu wywierał zwykle presję na wiele krajów, w istocie zmuszając
je do eliminowania deficytu budżetowego, aby nie tworzyć zagrożenia dla stabilności
makroekonomicznej, głównie inflacji (mogłyby stracić na tym amerykańskie firmy).
Krytycy powtarzają, że USA zawsze zwracało się do słabszych czy uzależnionych od siebie państw w
ten sposób: róbcie co wam każemy, a nie to, co my sami robimy u siebie.
W każdym razie sprawa deficytu w większości krajów nie jest rzeczą czysto techniczną, ale dotyczy
niemal istoty polityki gospodarczej. Wiąże się z tym kwestia sposobu finansowana wielu rozwiązań
społecznych. Obcinanie deficytu wiązało się często z cięciami w wydatkach na edukację, zdrowie itp.
Plan gospodarczy Busha krytykowany jest również w USA. Ostatnio grupa ponad 400 ekonomistów, w tym
10 laureatów nagrody Nobla, podpisało list, w którym krytykują jego pomysły. Amerykański prezydent
planuje cięcia podatkowe na sumę 695 miliardów dolarów, co ma - jego zdaniem - ożywić gospodarkę
USA. Konsekwencją będzie jednak pusta kasa państwowa i konieczność wejścia we wspomniany wyżej w
deficyt. Ponadto Bush zmniejszając wpływy podatkowe chce w zamian obciąć wydatki na służbę zdrowia
(i tak już w tej chwili ponad 41 mln Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, w tym około 10
mln dzieci) i sprawy socjalne. Sposobem ma być sprywatyzowanie nielicznych już świadczeń
medycznych, głównie dla emerytów i niepełnosprawnych.
Zdaniem krytyków Busha, korzyści z cięć podatkowych trafią głownie do najbogatszych Amerykanów (w
wyniku choćby likwidacji podatku od dywidendy). Przyczyni się to do dalszego wzrostu nierówności,
które w USA są ogromne. Według wyliczeń przedstawionych przez prof. Josepha Stiglitza, laureata
nagrody Nobla z 2001 roku, korzyści z cięć podatkowych odniosą głównie najzamożniejsi. 226 tys.
najbogatszych Amerykanów odliczy sobie od podatków taką kwotę, jak 120 mln najmniej zamożnych
podatników.
Pzdr.
Artur